Last Updated:

Ciemna strona Sao Paulo

Categories Brazylia

Sao Paulo to jedno z największych miast na świecie. Licząc z pobliskimi miasteczkami, z których duża część osób dojeżdża tutaj do pracy, w całej aglomeracji mieszka ponad 20 milionów ludzi. Wśród tak ogromnej ilości mieszkańców logiczne jest, że znajdziemy cały przekrój osób nieprzystosowanych do normalnego życia, w tym różnego rodzaju ćpunów i przestępców.

Oczywiście każdy, kto kiedykolwiek interesował się tematem Brazylii wie, że miejscami, w których rodzą się problemy społeczne i kwitnie przestępczość są dzielnice biedy – favele. Jest to prawda tylko w połowie, bo favele po pierwsze różnią się od siebie stopniem przesiąknięcia przestępczością, a po drugie było nie było większość ich mieszkańców to normalni ludzie, którzy wolą trzymać się z dala od ciemnych spraw, broni, narkotyków i kłopotów co wymusza organizację przynajmniej prowizorycznego spokoju. Jeśli nie robi tego policja znana tutaj z brutalności to zajmie się tym gang, dlatego mimo większej przestępczości, favela nigdy nie będzie przypominała plaży w Normandii podczas D-day dłużej niż trwać będzie na niej zorganizowana akcja ROTA comando (odpowiednik BOPE na Sao Paulo).

Skoro jednak na faveli wymuszony jest w ten czy inny sposób względny spokój, to gdzie w takim razie lądują wszyscy, którzy mogliby go zakłócić ?

Pierwszą odpowiedzią, która nasuwa się na myśl jest „na ulicy” ale sprawa nie jest aż tak prosta. Jak pisałem już tutaj bezdomni, których spotykamy na ulicach Sao Paulo z reguły nie bywają agresywni.

Jest jednak w tym gigantycznym mieście miejsce i dla tych mniej przystosowanych do życia. Tych, którzy nie mają już nic do stracenia a za kolejna działkę są w stanie zrobić wszystko, miejsce gdzie normalna osoba wchodząc liczy się z tym, że już nie wyjdzie – Cracolandia.

Cracolandia to… Miasteczko ćpunów w samym środku Sao Paulo między stacjami metra Santa Cecilia i Luz.

Ulice zastawione namiotami z folii, walającymi się wszędzie śmieciami i setkami rozkładających się ludzi snujących się niczym zombie. W tym kobiety i dzieci. Tak właśnie wygląda Cracolandia, której pierwsi mieszkańcy zjawili się tam w 2000 roku, czyli 10 lat po tym jak crack pojawił się na ulicach Sao Paulo. Długi czas nikt nie interesował się tym miejscem udając, że go tutaj nie ma. W 2012 policja pierwszy raz weszła do środka w wyniku zorganizowanej akcji walki z narkotykami, która trwała 3 tygodnie. Podczas tych 3 tygodni złapano 46 użytkowników, skazano 148 dilerów i przechwycono 62.5 kilo narkotyków.

Po roku 2012 nastąpiło kilka kolejnych prób walki z rozrastającą się Cracolandią, każda z nich kończyła się aresztowaniem kilku osób i finalnie fiaskiem całej akcji. W 2016 roku po raz kolejny zorganizowano większą akcję pacyfikacji Cracolandii. Śledztwo poprzedzające wejście na jej teren trwało 8 miesięcy. W wyniku całej akcji 32 osoby zostały skazane. Okazało się, że w tym okresie dwie grupy przestępcze połączyły swoje siły aby dostarczać i rozprowadzać narkotyki w środku „miasteczka”, co udało im się znakomicie bo sprzedawano tam po 10 kilogramów narkotyków dziennie. Gangi zaangażowane w handel wewnątrz Cracolandii zarabiały 4 miliony reali miesięcznie. Podczas akcji znaleziono także broń i amunicję. Po akcji nowi dilerzy pojawili się w „miasteczku”.

W maju 2017 roku burmistrz Sao Paulo zapowiedział koniec Cracolandii, po czym zorganizowana została ostatnia jak dotąd policyjna interwencja. Ponad 900 policjantów weszło do środka „miasteczka” o godzinie 6.30. Na miejsce przyjechały buldożery. Po raz kolejny złapano kilku dilerów, w pobliżu pojawiły się także kamery monitoringu. Joao Doria – burmistrz Sao Paulo oświadczył, że największy narkotykowy problem miasta został rozwiązany i faktycznie miejsce, w którym istniała Cracolandia zostało oczyszczone, a osoby, które tam mieszkały – rozeszły się po mieście. Sam pamiętam w tym okresie mężczyznę, byłego gościa Cracolandii który zaczepił mnie na ulicy z pytaniem czy wiem gdzie można teraz kupić narkotyki.

Jak dziś wygląda Cracolandia ? Podobnie jak wyglądała, jest jedynie mniejsza i przeniosła się kilkaset metrów dalej – do parku Praca Isabel.

P.S.

Tym razem zdjęcia nie są mojego autorstwa

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar