Posted: - Updated:

Kilka przemyśleń po dwóch miesiącach w Polsce

Categories Brazylia

Około dwóch miesięcy temu wróciłem do Polski ogarnąć kilka spraw przed kolejnym rokiem w Brazylii. Lecąc do mojej, było nie było, ojczyzny nastawiłem się na mentalny odpoczynek od chaosu, do którego przyzwyczaja Ameryka Łacińska. Myślałem, że miło będzie spędzić trochę czasu wśród Europejczyków, w kraju który pamiętałem jako bezpieczny, wygodny, tani i raczej dobrze zorganizowany.

Wiecie co ? Odetchnąłem z ulgą dopiero teraz, kiedy mam w ręku bilet powrotny do Brazylii. Moje pierwsze myśli po przyjeździe do Polski to to, że w kraju mamy naprawdę duży wybór różnych rzeczy w niskich cenach. Od produktów spożywczych do ubrań i elektroniki. I to chyba jedyne co mogę dobrego powiedzieć o Polsce.

W każdym pozostałym aspekcie pobyt w ojczyźnie okazał się dla mnie męczący bardziej niż czytanie brajlem dla kogoś bez rąk. Właściwie wszystko co pamiętałem odnośnie Polski, okazało się wykrzywionym wspomnieniem, które w razie potrzeby (na przykład kiedy byłem zirytowany) podstawiałem sobie w głowie jako opozycję do dzikiej Brazylii.

Pisałem tutaj, że w Brazylii nie jest łatwo nic ogarnąć bo wszędzie panuje taki chaos, że nigdy nie ma pewności, że damy radę wykonać to co sobie założyliśmy. Idąc do urzędu nigdy nie wiadomo czy mamy zestaw potrzebnych dokumentów bo nikt nie wie co właściwie jest potrzebne, jadąc ogarniać jakieś sprawy formalne nigdy nie wiadomo czy wstrzelimy się w godziny bo podejście Brazylijczyków do czasu potrafi być luźne itp. To wszystko prawda, nie cofam tych słów, jedyne co chcę dodać to to, że w Ameryce Łacińskiej jest jeden czynnik, który jeśli już jakoś przedrzemy się przez te minimalne formalności, pomoże nam ogarnąć naszą sprawę pozytywnie – życzliwi ludzie. Ludzie, którzy jak dobrze z nimi zagadamy to nagną dla nas przepisy, ludzie, którzy od wejścia nie witają nas wkurwieniem wypisanym na twarzy i nie robią łaski z faktu, że poświęcają nam czas, za który dostają pensje. Od powrotu do Polski zderzam się z tym prawie cały czas. Tutaj może i masz podane wymogi, które musisz spełnić aby załatwić jakąś formalność, ale jeśli tylko nie dopilnujesz jakiegokolwiek najmniejszego szczegółu – nie załatwisz nic. Ludzie w Europie w głowie mają tabelki, formułki i przepisy, którymi trzymają innych na bezpiecznym dystansie, dzięki któremu nie muszą wchodzić z nimi w prawdziwe interakcje.

Dobra, ktoś może powiedzieć, że bez przesady z tymi urzędami. W końcu ile razy w tygodniu przeciętny człowiek ma okazję wypełniać jakieś urzędowe papierki.

Sęk w tym, że tak tutaj postępują nie tylko urzędnicy ale większość ludzi. Pamiętam jak zdarzyło mi się płacić w brazylijskim autobusie banknotem o większym nominale, kilka razy kierowca, który sprzedawał bilet nie miał wydać. Raz zatrzymał autobus i poprosił siedzącego obok kolegę aby poszedł do sklepu przy przystanku rozmienić, innym razem machnął ręką i powiedział, że nie ma sprawy, nie ma to nie ma i żebym sobie spokojnie jechał. W Polsce zdarzyło mi się raz płacić jakimś większym nominałem w podwarszawskim autobusie, obrażony na cały świat kierowca odburknął, że nie ma wydać, gdy zapytałem jak to rozwiążemy, odburknął, że to nie jego sprawa bo wiedziałem ile kosztuje bilet.

Kontakty międzyludzkie w Polsce to w ogóle ciekawy temat.

Od przyjazdu zauważyłem jedną rzecz. Ludzie tutaj nawet jeśli są w jednym przedziale metra, to jadą oddzielnie. Widziałem ostatnio zdjęcie z przystanku autobusowego w jakimś skandynawskim kraju gdzie wszyscy czekali na przyjazd autobusu ustawieni w idealnym rzędzie obok siebie, każdy oddalony od drugiego w odległości metra, nikt z nikim nie nawiązuje kontaktu, nie rozmawia. Tutaj w Polsce jeszcze do tego etapu nie doszliśmy ale widzę dużą różnicę w stosunku do tego do czego przywykłem w Brazylii, gdzie wchodząc do przedziału metra ma się wrażenie, że właśnie weszło się na imprezę i ludzie jeszcze może się za dobrze nie poznali ale ktoś zaraz wyciągnie flaszkę i zacznie polewać. Dobra, trochę przesadzam, w Ameryce Łacińskiej też nie wygląda to tak, że od wejścia każdy się przedstawia i gada z każdym w pociągu ale ten kontakt nawet jeśli nie jest bezpośredni jest dużo bardziej wyczuwalny. Ludzie nawiązują kontakt wzrokowy, potrafią się uśmiechnąć do siebie bez powodu albo czasem nawet zagadać i wychodzi to tak naturalnie i spontanicznie, że nie czuć tutaj żadnej niezręczności.

Kolejna rzecz, którą zauważyłem tutaj w Polsce to to, że każdy jest na sobie tak bardzo skupiony, że wszystko co widzi naokoło odbiera przez pryzmat siebie.

Nie wiem skąd to wynika, ale możliwe, że przez to jacy jesteśmy zdystansowani do innych na co dzień, próbujemy odbić sobie życiem w mediach społecznościowych, gdzie dużo łatwiej wykreować się na kogoś lepszego niż w rzeczywistości. Ta gra w zbieranie lajków wciąga nas na tyle, że powoli uczymy się odmierzać nimi swoją wartość. Dlatego coraz częściej widzę dziś na ulicach ludzi, którzy przez fałszywie napompowane ego idą wyglądając jakby mieli na sobie niewidzialny kołnierz ortopedyczny i nosem celując gdzieś w niebo. W Polsce nikt nie podejdzie do ciebie na ulicy i nie powie, że robisz/masz coś fajnego lub wyglądasz fajnie, tutaj takie coś się nie zdarza, my jesteśmy mistrzami w wymyślaniu wymówek dlaczego to ktoś inny a nie my robi coś lepiej. Zaraz po tym wytłumaczeniu znajdziemy u niego coś co robi gorzej od nas, więc w ogólnym rozrachunku możemy dalej się mieć za lepszych albo co najmniej równych.

W Brazylii prawie w ogóle nie spotkałem się z takim czymś. Tam ludzie są dużo bardziej obiektywni i pozbawieni tego mechanizmu maskowania swoich kompleksów. Przeciętny Brazylijczyk jest dużo bardziej szczery ze sobą samym. Jeśli ma nadwagę, to przyzna głośno, że powinien iść na siłownie czy przejść na dietę zamiast zaczynać gadkę o tym, że on to w sumie siebie akceptuje i jest szczęśliwy, ale obrażając się za każdą najmniejszą sugestię odnośnie wagi. W Brazylii bardzo często widać szyldy sklepów czy punktów usługowych typu „u grubego” i właśnie to dla mnie oznacza akceptowanie swoich wad, a nie udawanie, że zniknęły lub zamieniły się w zalety.

To samo z całą resztą rzeczy nie mających nic do wyglądu – jeśli w Brazylii jesteś w czymś naprawdę dobry, zawsze znajdzie się ktoś, kto widząc to podejdzie i odda ci szacunek, zapyta jak to robisz i powie, że on też by tak chciał. Jeśli Brazylijczyk wyjedzie na zagraniczną wycieczkę gdzieś do Europy, po powrocie wszyscy znajomi obskoczą go wypytując jak było i słuchając z zainteresowaniem. Z własnego doświadczenia wiem, że większość osób w Polsce nie chce słuchać o tym co ciekawego robią inni. Ja wracając z drugiego końca świata i rozmawiając z Polakami jak już temat zejdzie na to gdzie na co dzień mieszkam najczęstszą reakcją, z którą się spotykam jest grzecznościowe przeczekanie wstępu i odbicie piłeczki w stylu: A ja to byłem dwa tygodnie w Egipcie i tam (…).

My w Polsce wychowujemy się na fejsbukowych celebrytów żyjących w oderwaniu od rzeczywistości.

Im bardziej nasz obraz w rzeczywistości nie zgadza się z tym wykreowanym w mediach społecznościowych tym bardziej izolujemy się we własnych czterech ścianach wybierając ten świat, który daje nam milsze emocje a potrzebę kontaktu z innymi zabijamy kupując gadżety. Kiedy mogę pograć na ajpadzie nie będę miał tyle czasu, żeby pomyśleć czego mi w życiu brakuje.

Europejczycy coraz więcej aspektów swojego życia przenoszą do internetu gdzie łatwo zbudować sobie przyjemną iluzję. Stąd w Polsce tylu użytkowników tindera. Nie musisz chudnąć, nie musisz nad sobą pracować – po prostu zrób dobre fotki i przewijaj dziesiątki wyretuszowanych twarzy meczując je a potem olewając bez słowa, często wystarczy ci sama iluzja bycia atrakcyjnym. W końcu skąd masz wiedzieć, że jesteś jak nikt na ulicy ci tego nie powie. Odwrotnie to działa w Brazylii – tinder tam oczywiście jest okupowany przez wiele osób, ale po pierwsze da się wejść z ludźmi w normalną rozmowę, a po drugie istnieje duża szansa, że rozmowa nagle się urwie bo z tego co widziałem 80% profili dezaktywuje się po kilku dniach i już raczej tam nie wracają. Mało kto w Brazylii podchodzi na serio do tindera, bo to kraj gdzie ludzie nie mają problemów z poznaniem się czy okazaniem zainteresowania na ulicy. Brazylijczycy żyją a nie kreują zza monitora.

Mógłbym wymieniać dalej, aż tekst urósłby do rozmiarów encyklopedii Britannica ale moim celem nie jest narzekanie na Polaków czy ogólnie Europejczyków.

Chciałem przekazać wszystkim gdzieś tam w głębi myślącym o Brazylijczykach jako o dzikusach i traktującym Brazylię jako dżunglę, kraj 3 świata, który w sumie nadaje się jedynie na wypad, żeby zaliczyć Brazylijkę i pobyć trochę wśród biedy aby się dowartościować, że sto razy bardziej wolę tę biedę i szczerych, prostych, niezakłamanych, naturalnych ludzi niż większość swoich własnych rodaków.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz