Posted: - Updated:

Jak mieszkają brazylijczycy cz. 1

Categories Brazylia

Jak zawsze podkreślam, wyraz „typowy” w Brazylii nie obowiązuje. Ten kraj jest tak zróżnicowany, że każdy może mieć z nim swoje unikalne doświadczenia.

Tutaj ludzie naprawdę rzadko patrzą na to, co powiedzą inni i robią to na co mają ochotę (jakkolwiek głupie i nielogiczne czasem by to było), dlatego nieraz te same rzeczy różnią się od siebie wszystkim i zasada ta, nie omija domów. Mimo wszystko jest kilka wspólnych punktów, które łączą nawet brazylijski pałac z chatką z surowych cegieł na faveli, a które wynikają ze specyfiki kraju i mentalności brazylijczyków i na nich dziś się skupię.

Po pierwsze – Brazylia to kraj, gdzie większość żyje w biedzie.

Tam gdzie bieda, tam zwykle i wysoka przestępczość czyli statystycznie spora ilość włamań. Wymusza to na tych uczciwszych mieszkańcach dostosowanie się do sytuacji i zapobieganie utraty majątku w każdy możliwy sposób i tutaj dochodzimy do sedna, brazylijski dom zawsze jest zaprojektowany tak, aby potencjalni włamywacze mieli do niego utrudniony dostęp. Powiecie, że to oczywiste i truizm ten przełożyć można na każdy dom w każdej części świata, ale tutaj wygląda to tak jakby brazylijczycy mieli świra na punkcie bezpieczeństwa… Albo jakby było tu naprawdę niebiezpiecznie.

Idąc ulicą na przedmieściach (i nie tylko), najczęściej jedyne co widzi przechodzień, to ciasno do siebie przylegające wysokie mury z wmurowanym na górze tłuczonym szkłem, mocno obudowane garażowe bramy, solidne kraty w oknach i często drzwi obite solidną blachą. Maszerując wzdłuż takiej ulicy ma się wrażenie, jakby szło się wzdłuż jednej wielkiej ściany, która co kilka metrów zmienia kolor i fakturę.

Kiedy już jakimś cudem przebijemy się z ulicy do ogrodu, wcale nie jest dużo lepiej.

Kraty w niższych oknach i zasuwane blaszane płyty z wywietrznikami to standard. Nikt tutaj nie śpi przy otwartych oknach kiedy istnieje najmniejsza szansa, że ktoś z ulicy mógłby dostać się na teren podwórka.

Wspomniałem o blaszanych płytach w oknach – to tutaj bardzo częsta rzecz. W ogóle brazylijskie okna w żadnym stopniu nie przypominają tych z Polski. Te tutejsze, wyglądają jak zasuwane szklane płyty oprawione w metal. Do tego najczęściej dochodzą wspomniane już blachy (zasuwane na noc) mające zestaw wywietrzników, których najczęściej nawet nie da się zakryć. W lato bywa przez to parno, w zimie (w miejscach gdzie temperatura spada do ok. 10 stopni jak np. Sao Paulo) – naprawdę chłodno. Żeby było przyjemniej – brazylijskie domy baaardzo rzadko są ogrzewane, także bluzy i długie spodnie to tutaj mus.

Zostawmy okna i przejdźmy do czegoś bardzo brazylijskiego, czyli łazienki.

Napisałem „bardzo brazylijskiego” bo to właśnie w łazience spotkamy kilka rozwiązań, po których od razu się pozna, że jesteśmy w tej konkretnej części świata, a najbardziej charakterystyczna to… Prysznic. Brazylijski prysznic (bo wanny jeszcze tutaj nie spotkałem) wygląda jak przestrzeń oddzielona od reszty łazienki szybą z plastiku lub szkła, a przy samej słuchawce, z której leci woda wisi uroczy zestaw kabli. Po co te kable ? Pamietajcie, tutaj w domach nie ma ogrzewania, nie ma też czegoś takiego jak ciepła bieżąca woda więc aby ją ogrzać brazylijczycy wymyślili, że będą przepuszczać wodę przez grzałkę elektryczną. Przez pierwsze pół roku nie miałem do tych konstrukcji zaufania, ale ani mnie nigdy nic nie kopnęło, ani nie słyszałem o podobnym przypadku mimo tego, że często te kable niedbale wiszą w zasięgu ręki, więc może nie jest to takie głupie.

Kolejną łazienkowo-brazylijską atrakcją jest coś co znają polacy jeżdzący na wakacje do Grecji, czyli zakaz wrzucania papieru toaletowego do sedesu. W zamian mamy dostęp do stojącego obok kosza i tutaj chyba nie wymaga to dalszego rozwodzenia się nad tematem.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz